A miało być tak pięknie...
Obiecałam Polly, obiecałam Hebiusowi, a przede wszystkim - sobie, że poprowadzę bloga. Chociażby po to, aby ćwiczyć systematyczność, a to nie jest moja mocna strona. Mam słomiany zapał i nowe projekty dość szybko mnie nudzą.Jak będzie tym razem, zobaczymy :)
Na początek miało być o Karaibach...
Zanim na dobre zabrałam się za opisywanie podróży na Dominikanę, stało się coś, co było do przewidzenia - lata życia w ustawicznym stresie, nerwy, brak dłuższego odpoczynku, kłopoty rodzinne i organizm powiedział - STOP! Zaczęło się niby niewinnie - od lekkiego zdenerwowania, które jakoś przejść nie chciało i poczułam się, tak jakoś, niezbyt komfortowo. Dla świętego spokoju, zmierzyłam sobie ciśnienie i zrobiłam to kilka razy pod rząd, bo nie wierzyłam w to, co widzę. 210/140. To "najlepszy" wynik. Nie bolała mnie głowa, żadnych zawrotów, nie miałam szumu w uszach, tylko ten dziwny dyskomfort. Dwa dni później byłam już u kardiologa, no i się zaczęło... Najpierw EKG,które najlepsze nie było, potem Holter i wysiłkowa. A, i ECHO. Ono wyszło zdecydowanie najlepiej. Holter pokazał mi dość dobitnie, jak funkcjonuje mój organizm - w nocy ciśnienie idealne, zaraz po przebudzeniu skok do 130/90, potem już tylko wyżej. W pracy. Po pracy, powoli, bo powoli, ciśnienie spadało. Wysiłkową przeszłam, ale już przy górnym 210. Wyniki badań - morfologia noworodka,ale trójglicerydy podwyższone, a cholesterol - masakra - przy górnej granicy 190, miałam 278. Tylko siąść i zapłakać. Ale to nie w moim stylu. Wiem, mam świadomość, że leki na nadciśnienie będę brała do końca życia i, być może, do końca życia, będę się bujać z tym cholernym cholesterolem. Zdrowa dieta, więcej ruchu - to wszystko dawno już wprowadziłam A, i zero stresu. Dowcip roku... Musi się pani uspokoić, wyciszyć - powiedział najbardziej znany i chyba - najlepszy kardiolog w moim mieście. Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. Musiałabym chyba zapijać xanax wódką albo na dzień dobry, przed pracą, wypalać solidnego jointa, wtedy może bym się wyciszyła :) Niestety, a może i "stety", żadna z tych ewentualności nie wchodzi w grę - odparłam. Pozostają leki - Zahron i Betaloc to od miesiąca moi najwierniejsi kumple :)
no proszę !!! nie do wiary Lidia się wzięła w końcu za blogowanie :DDDD
OdpowiedzUsuńSuper Ci poszło. Tytuł na razie zostaw może Ci z czasem coś wpadnie do głowy :D
Co do ciśnienia to samo odkryła 2 tygodnie temu Mleczkowa i też już się do lekarza zapisała. Oboje rodzice mają nadciśnienie i ona chyba też już ma ...
No proszę, pierwszy wpis i pierwszy komentarz :)DZIĘKUJĘ!!! No, nadciśnienie jest, niestety, genetycznie uwarunkowane... Będzie dobrze:)
OdpowiedzUsuńSkoro to genetyczne, to pewnie i ja mam nadciśnienie. Ale olać to. Z leczeniem poczekam do pierwszego zawału.
OdpowiedzUsuńW tytule możesz dać Pokój z widokiem na Lidkę :D
A Ty oskarżysz mnie o plagiat :) Nie, nadciśnienie z reguły powoduje udar, zawał jest przy niskim. Fajne pocieszenie, co? :)
OdpowiedzUsuńja bym dała Perypetie Lidki :D
UsuńHebius zbadaj sobie to ciśnienie zawczasu
A po co?
UsuńA po to, żebyś wiedział,, czy jest OK :)
UsuńPerypetie Lidki brzmi ok :)
UsuńJeśli planujesz blog podróżniczy. Albo spodziewasz się mnóstwa perypetii w życiu codziennym :P
Usuńmoże jak nazwie perypetie to będzie je miała kto wie :D zresztą nazwa z czasem może sama przyjdzie :D
Usuńmoże być jeszcze: Lidka bloguje :D
UsuńOoo, jaka miła niespodzianka:)
OdpowiedzUsuńŻe zdrowie mi się posypało? :P Czy, że bloga prowadzę :)
Usuń