Pan z pałką, wodorosty i "NIE WOLNO!!!"
Morze, no dobra - ocean, jakiś taki granatowo-siny, czerwona flaga, dziwny zapach siarki i wodorosty, które wyznaczały linię umowną, której przekraczać nie wolno - pilnował tego, aż za skrupulatnie, pan w mundurze z pałką :) Ze trzy razy próbowałam go zmylić, żeby choć zamoczyć stopy w Atlantyku, ale gdzie tam, wyrastał, jak spod ziemi i powtarzał, jak mantrę - nie wolno, nie wolno... To dlaczego - zaczęłam negocjacje - ci ludzie 30 metrów dalej, mogą wchodzić do wody? To już inny hotel i inna plaża, oni mogą - odpowiedział.To ja sobie pójdę na tamtą plażę, ok? - pytam. Nie wolno! Pani jest z tego hotelu, ma pani opaskę i nie wolno pani nigdzie dalej chodzić! Ja odpowiadam za bezpieczeństwo naszych gości!!! Odpuściłam...
Słoneczko zaczęło fajnie przygrzewać, więc, nasmarowawszy się olejkami, zaległam na leżaku. Po 10 - 15 minutach poczułam, że zaczynam skwierczeć. Po filtrze 30 na ciało i 60 na twarz? Już jesteś czerwona - stwierdził małżonek. Obrót o 180 stopni i kolejne 15 minut opalania moich prawie rubensowskich kształtów (oj, przytyło mi się trochę) No nie, nie dam rady wyleżeć na tym słońcu - stwierdziłam i wstałam, żeby pójść na basen. Oczywiście, znów pojawił się PAN NIE WOLNO, ale tym razem, ominęłam go szerokim łukiem i udałam się na wyżej wspomniany basen, na którym zaprezentowałam swoje niezwykłe umiejętności pływackie, godzinę pływając żabką :) Wbrew pozorom, ten dziecięcy styl wymaga idealnej synchronizacji ruchów. Dumna z siebie, znowu rozłożyłam się na leżaku i smażyłam się do obiadu, który, był dla mnie już kolacją :) W pewnym momencie, obsługa hotelowa, zaczęła nas grzecznie wypraszać z terenu przy basenie, zbierać leżaki i parasole, układając je na sterty i wiążąc. To samo na plaży. Tam zgarnęli tylko leżaki, bo parasole z wielkich pali,kryte strzechą, były nie do ruszenia. W barach, ku wielkiemu niezadowoleniu Rosjan (3/4 obsady hotelu), ogłoszono prohibicję :P
Ale atrakcja, fiu fiu fiu! Pojechhać na Karaiby i zamiast w morzy pluskać się w hotelowym basenie! :D
OdpowiedzUsuńA co miałam zrobić, skoro do morza wejść nie mogłam. Potem weszłam, ale nie było to za bardzo miłe przeżycie, bo woda śmierdziała siarką cały czas, nie odbiło się to niekorzystnie na mojej skórze, natomiast po każdej kąpieli, musiałam brać prysznic :)
OdpowiedzUsuńNie, no ja nie mówię, że miałaś coś zrobić, ogólnie tak wydziwiam :P
UsuńJak zwykle :)
Usuńpewnie z powodu huraganu nie pozwalali wchodzić ok, ale że w jednym hotelu można a innym nie to już lekko bez sensu nie ???
OdpowiedzUsuńA na Krecie zbieranie basenowych leżaków było o 20.00 :)
No, zdecydowanie bez sensu :)
OdpowiedzUsuńDodam jeszcze, że, choć Atlantyku w sumie nie znam, to nie sądzę, żeby Irma chwyciła mnie za nogi i porwała, zanim jeszcze dotarła :) Organizacją, na wypadek kataklizmu, była wspaniała, naprawdę.
OdpowiedzUsuńtubylcy nie chcieli żeby się coś stało turystom to Wam zakazali kąpieli na wszelki wypadek :D
Usuń