ONA tego nie lubi...
Dwa dni później (nie musi być chronologicznie, do huraganu powrócę), jemy sobie z mężem kolacyjkę. Tradycyjnie już wybrałam rybę w sosie kokosowym - dziwna kombinacja, ale, powiadam Wam - przepyszna. Jak chcecie zjeść naprawdę smacznie - polecam kuchnię karaibską. On szuka czegoś dla siebie - za rybami nie przepada, kurczaka ma dosyć, wołowiny też, a frutti di mare, w odróżnieniu ode mnie, nie lubi. I nagle pojawia się z krabem (jego zdaniem) Zachwyt - jakie to pyszne, spróbuj!!! Próbuję - szału ni ma, ni to ryba, ni kurczak, moim zdaniem, słabo przyprawione. Mąż się zajada i idzie po drugą porcję. Zjada w tempie błyskawicznym i po chwili mówi - zjem sobie teraz melona. Po czym wraca z kolejną porcją langusty (bo to langusta była) i mówi tak - Wiesz, powiedziałem temu chłopakowi, że dwie porcje żona mi zjadła, bo mi wstyd było, że tak się tym obżeram. A czemu żona sama nie przyszła? - sensownie zapytał gość od langusty. Bo ona tego nie lubi...
ha ha ha dobre ! widzę, że Twój mąż to urodziny kłamca.
OdpowiedzUsuńPozmieniałaś widzę szalejesz :)
Gdzie tam, Pollly, to tylko urodzony dymplomata :)
UsuńKraby to też owoce morza.
OdpowiedzUsuńDlatego zdziwiłam się bardzo, widząc go z krabem, który okazał się langustą. Mąż frutti di mare nienawidzi :)
UsuńBym emotkę wyrzucił z tytułu bloga. Bardziej profesjonalnie by było.
OdpowiedzUsuńzgadzam się z przedmówcą :)
Usuńhaloooooo czy leci z nami pilot ?? gdzie jesteś
OdpowiedzUsuńLeci, leci, tylko ma przestoje :)
Usuń